Miejscowa ludność nie wspina się w góry, aby nie nachodzić bóstw w ich środowisku.

Annapurna to bogini urodzaju. Majestat i potęga. Duma i chwała. Ale jednocześnie również i góra, która zabiła wielu. Byli tacy, który przez Annapurnę stracili część siebie – nie zdołali się wspiąć na sam szczyt, a obrażenia były tak wielkie, że musieli niejednokrotnie poddawać się amputacji. Ale byli również i tacy, którzy próbowali ją okiełznać i w tej nierównej walce zginęli. Zamarzli, a ich ciała wygrzebywano spod śniegu. Bo Annapurna to góra, która nie każdemu pozwala zakosztować tak zażyłej z nią bliskości. 8091 m, a na każdym pojedynczym metrze, kryje się śmiertelne niebezpieczeństwo.

annap

Maurice Herzog doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jaki ogrom osób pochłonęła ta góra. Jak wielu z nich nie wróciło, jak umierali świadomi swej klęski i porażki. A jednak młodość i pasja ma to do siebie, że nie dopuszcza się myśli o odwrocie, ucieczce, poddaniu się aż do ostatniego oddechu. Aż do ostatniej krążącej w żyłach kropli krwi. Wraz z zespołem wytyczył sobie cel: zdobyć Dhaulagiri albo Annapurnę – jeden z tych dwóch ośmiotysięczników. To nie była łatwa przeprawa – pogoda nie zawsze dopisywała, miejscowa ludność o zdobywaniu szczytów nie miała pojęcia i na każde śmiałe zdanie o wspinaczce reagowała z grozą, a indyjskie mapy były tak niedokładne, jak senne majaki – nic poza przypuszczeniami i wątpliwościami.
Szukanie właściwej drogi zajęło im większą część czasu, ale kiedy w końcu ją odnaleźli, nie zamierzali się poddawać.
Annapurnę zdobyło jedynie dwóch z nich – Maurice Herzog, tudzież autor książki, oraz Louis Lachenal, jego przyjaciel, człowiek gór. O ile jednak wejście było ogromnym trudem i poświęceniem, tak zejście ze szczytu okazało się piekłem.

Herzog zatopiony był w euforii. Mógłby stać na szczycie Annapurny i rozkoszować się chwilą. On i Louis byli pierwszymi, którzy zdołali „złamać” tę górę, wzbić się ponad jej majestat i potęgę, zdobyć ją. Wielu tu zginęło, a oni resztką sił dotarli na jej szczyt. W tej euforii i nie mającym granic szczęściu zgubił rękawice. Nie pomyślał również i o tym, by założyć na dłonie skarpety, które zawsze nosił w plecaku przygotowane na taką przykrą okoliczność. Szedł po śladach Louisa w dół, nie odczuwał już strachu. Był człowiekiem spełnionym.
Kiedy dotarli do przyjaciół, wciąż podekscytowany zdobyciem szczytu zaczął opowiadać im o wspinaczce. Dopiero wtedy, po ich słowach, zdał sobie sprawę, że jego palce są całkowicie odmrożone, czarne i bez czucia.
Piekło zaczęło się później.

Maurice i Loius musieli się poddać serii zastrzyków, by pobudzić krążenie krwi. Ślepota śnieżna nie ustępowała przez kilka dni. Ból nie do wytrzymania otępiał ich, ale wciąż jednak dawał nadzieję, że nie tak wielka część ciała zostanie amputowana. Rezultat był oszałamiający – Annapurna pozbawiła Lachenala palców u stóp, a Herzoga u stóp i dłoni.
Osiągnęli szczyt, stali się pokorni, zdobyli wolność, ale kosztem samych siebie.

Dla każdego z nas Annapurna jest spełnionym ideałem; w młodości nie gubiliśmy się w fantastycznych opisach ani w krwawych walkach, jakimi dzisiejsze wojny karmią dziecięcą wyobraźnię Góry były dla nas naturalną areną, gdzie igrając na krawędzi życia i śmierci, znaleźliśmy wolność, której szukaliśmy na oślep, wolność, potrzebną jak chleb.

„Annapurna” to kultowa książka o himalaizmie i zdobyciu przez człowieka pierwszego ośmiotysięcznika. To jednocześnie piękna i przerażająca opowieść o walce, poświęceniu, pasji, która nie zna granic i potędze natury, która w ostatecznym rozrachunku i tak zawsze zwycięży nad człowiekiem.

Annapurna, ku której poszlibyśmy wszyscy bez grosza przy duszy, jest dla nas skarbem, którym będziemy żyć… Z urzeczywistnieniem tego marzenia odwraca się karta… Zaczyna się nowe życie.

Są inne Annapurny w życiu ludzkim…

Tekst i zdjęcia: Niebieska Papużka