Koniec wakacji zbliża się nieuchronnie,
ale upalne lato trwa w najlepsze. Zastanawiając się nad propozycją książki tygodnia  od razu pomyślałam o „Białym latawcu" Eweliny Matuszkiewicz. Książka ta ukazała się nakładem Wydawnictwa Skarabeusz. Ja sięgnęłam po tę pozycję w piękne, gorące, letnie popołudnie. Biorę właśnie do ręki "Biały latawiec", a gdzieś w tle słyszę głos Dawida Podsiadły : "Małomiasteczkowa twarz / Małomiasteczkowa głowa / Małomiasteczkowy styl / Małomiasteczkowo kocham. / Z małego miasta wielkie sny (...)". Cóż za cudowny zbieg okoliczności - pomyślę dużo później...
 
latawiec1 
    Oto jesteśmy w Kozienicach, niewielkim mieście leżącym w południowej części województwa mazowieckiego, w dolinie Wisły na granicy jednego z najbogatszych przyrodniczo kompleksów leśnych – Puszczy Kozienickiej. To tutaj spędzimy niespełna trzy tygodnie, między 19 czerwca a 7 lipca, obserwując – tylko na pozór sielskie – życie jego mieszkańców. Razem z nimi zmierzymy się z trudną do zaakceptowania prawdą i głęboko przez lata skrywanymi sekretami, poszukamy owianego legendą skarbu, zamarzymy o wielkiej miłości, rozegramy partyjkę brydża...Zapewniam, że od pierwszej strony wsiąkniemy w tę społeczność i – bez wzgędu na to, gdzie mieszkamy – na czas lektury poczujemy, że to tam, w Kozienicach, jest nasze miejsce na ziemi.
 
latawiec2 
    O takim miejscu marzy Maja, która pragnie odmiany po latach spędzonych w Warszawie i pracy w korporacji. Postanawia zacząć wszystko od nowa i zamieszkać w domu odziedziczonym po dziadku, Stanisławie Pliszce i tutaj rozkręcić własną działalność. Być sobie sterem, żeglarzem i okrętem. By zrealizować swoje marzenia potrzebuje tylko bezpiecznego portu i takim właśnie jawią się Kozienice. Jednak plany i marzenia to jedno, a rzeczywistość to drugie. Okazuje się bowiem, że dom dziadka mało tego, że zawalony aż po sufit rupieciami, przez lata gromadzonymi przez starego Pliszkę, a jego stan techniczny pozostawia wiele do życzenia i wymaga generalnego i kosztownego remontu, to kilkukrotnie staje też celem włamywaczy. Czego szukają? Czyżby ukrytego przez dziadka Stanisława skarbu, o którym w mieście krążą już legendy? Czy to w ogóle możliwe, by w starej, rozlatującej się ruderze mogło znajdować się cokolwiek cennego? A może nie chodzi o skarb w stricte materialnym znaczeniu, lecz o informacje lub dokumenty, które mogłyby zburzyć spokój miasteczka?
 
   O tak, nie ma chyba miejsca, które nie miałoby w swojej historii niezbyt chlubnych kart, fałszywych bohaterów czy głęboko ukrytych tajemnic... Czy nie lepiej po tylu latach i dla "świętego spokoju" nie rozdrapywać starych ran? A może właśnie wręcz przeciwnie – wykorzystać ostatnią szansę, by prawda ujrzała światło dzienne? Nawet w sytuacji, gdy może to grozić niebezpieczeństwem? Nawet wtedy, gdy prawda może okazać się dla wielu zbyt bolesna, a ludzie uważani dotychczas za prawie świętych okażą się kimś zupełnie innym? Może lepiej posłuchać rady jednej z mieszkanek Kozienic : "Po co grzebać w historii rodzin, które żyją, mieszkają tuż obok? (...)najlepiej skupić się na królach. (...) A nie grzebanie w kółko w tym, co kto robił po wojnie. Jedni wracali, drudzy uciekali. Czego tu szukać? Tylko się ludzi drażni! Po co wywlekać poplątane losy rodzin?”. Do tej pory niektórzy mieszkańcy sądzili, że to wszystko to tylko plotki, domysły i spekulacje. Prawdziwą burzę w miasteczku wywołuje dopiero audycja w lokalnej rozgłośni, w czasie której jedna z bohaterek opowiada o tragicznej historii swojej rodziny...Pani Wisława, bo o niej mowa, nigdy nie opuściła Kozienic, chociaż to właśnie z rodzinnym miastem wiążą się jej najbardziej bolesne wspomnienia. 
 
   Są i tacy, którzy marzą, by się stąd wyrwać. Basia Kawecka, młoda bibliotekarka, córka byłego komendanta miejscowej policji pragnie uciec do wielkiego miasta. Nie mówi o tym głośno,lecz cierpliwie (a może niecierpliwie?) czeka na okazję, by wyjechać. Czy szansą na realizację tych planów jest Maciej, młody fotograf, który niedawno pojawił się w Kozienicach? Pewnego dnia Basia znika bez śladu. Zaalarmowany przez dyrektorkę biblioteki ojciec odchodzi od zmysłów i zgłasza zaginięcie córki na policji. Rozpoczynają się poszukiwania...
 
    Powyższe historie to tylko niewielki wycinek tego, o czym opowiada "Biały latawiec". Autorka zaprezentowała całą galerię ciekawych postaci. W Kozienicach spotkamy się jeszcze z wieloma innymi mieszkańcami i z uwagą będziemy śledzić ich losy. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że w powieści mamy pełny przekrój społeczny małego miasta, a bohaterowie są tak różnorodni, jak tylko różnorodni być mogą. Z pewnością jednak jedno ich łączy – życie w małej społeczności, ze wszystkimi jego zaletami i ograniczeniami. W tym miejscu warto podkreślić również niezwykły, urzekający klimat, jaki stworzyła Ewelina Matuszkiewicz. Niespieszna akcja, piękny język, urokliwe opisy oraz dbałość o szczegóły – wszystko to składa się na obraz małego, trochę sennego miasteczka, gdzie wszyscy się znają i gdzie życie wydaje się o wiele prostsze. Wydaje się...
 
    „Biały latawiec" to powieść obyczajowa, jednak Matuszkiewicz nie trzyma się sztywno ram gatunkowych, co zdecydowanie działa na korzyść książki. Ja jestem pod ogromnym wrażeniem i naprawdę trudno mi uwierzyć, że to debiut autorki. Pomimo wielości postaci i wątków ostatecznie wszystko jest bardzo spójne i klarowne, a żadnego z wątków, nawet z tych bardzo pobocznych, nie uważam za niepotrzebny. To tak jak w życiu – są i rzeczy wielkie, i te całkiem małe, zwyczajne, ale niejednokrotnie to właśnie te małe nadają życiu prawdziwy sens. 
    Powieść czytało mi się wyśmienicie. To jedna z tych książek, które skłaniają do refleksji, bo każdy z nas może znaleźć się na miejscu Mai, Krisa, Basi, Maria, Pawła, Jagody, Wisławy... Polecam uwadze wszystkich tę niezwykłą lekturę, a ja już mam w planach zapowiadającą się równie interesująco drugą część pt. "Noc komety". 
 
    Na koniec wspomnę jeszcze o tytułowym "Białym latawcu" i o innych pięknych polskich piosenkach wymienionych w powieści (dla przykładu podam tu tylko "Wstawaj szkoda dnia" grupy Dwa Plus Jeden czy "Nie całuj mnie pierwsza" Skaldów). Warto o nich pamiętać, posłuchać, może po raz pierwszy po latach, bo to klasyka polskiej muzyki rozrywkowej. 
    Serdecznie polecam!
__________________________________
Ewa Suchoń
 
Wszystkie
Beskid997
Z regionu
Gmina Węgierska Górka
Gmina Rajcza
Gmina Milówka
Gmina Jeleśnia
Sport
Wywiady
Gość BESKIDLIVE
Książka Tygodnia