Czas płynął

inaczej... Pozostało wspomnienie, które przywołał Mariusz "Harnaś" Kąkol:

Ciemna izba drewnianej góralskiej chaty . W środku przyjemne ciepło i delikatny zapach dymu, który gdzieś wydostał się spomiędzy nieszczelnych blach starego pieca . W tej niewielkiej izbie kilku ludzi siedzi przy stole . Na ich twarze pada mdłe światło powieszonego pod sufitem kaganka . W tym świetle widać ich ostre rysy, jak by wyrzeźbione halnym wiatrem . Najstarszy z nich o suchym pomarszczonym obliczu opowiada dawne dzieje swojej młodości. Reszta posiadników ciekawie słucha starego górala który z przymrożonymi oczyma snuje opowieści o czasach i ludziach którzy w raz przeminęli i zostali tylko w myśli i wspomnieniu które teraz snuło się po izbie jako by mgła przeszłości . A stary góral jak by w pół śnie szuka w głowie wspomnień o starych bacach i wspomina przygody jakie w młodości przeżył gdy pasał owce tam chen wysoko na halach Żywieckiego Beskidu . Jego oblicze to jaśnieje w lekkim uśmiechu to znowu staje się poważne, i jak by wpadał w zadumę nad tym wszystkim co przeminęło w otchłani czasu . Raz za razem gdy góral wspomni na czas swojego dzieciństwa i zacznie opowieści o rodzinnym domu , świątecznych zwyczajach i wigilijnym stole nagle w pół słowa wstrzyma głos, a po jego suchym od starości policzku toczy się duża łza a on odwracając głowę od padającego z kaganka światła ociera skrycie łzę wierzchem sękatej spracowanej dłoni, jak by chciał ukryć to chwilę wzruszenia przed obecnymi . Lecz obecni wsłuchani z ciekawością nawet nie zauważają dużej jak groch łzy bo sami chodź twardzi na zewnątrz nosząc w sobie wrażliwe góralskie dusze i równie to podobnie jak on raz z uśmiechem a raz ze łzami w oczach chłoną starodawne historie o przodkach . Z dala w ciemnym koncie izby z otwartymi ustami siedzą na ławach dzieci . Fascynuje ich od najmłodszych lat to wszystko co ich otacza, a opowieści dodatkowo ubrane w wątek tajemniczości, a czasami nawet prastarych czarów i magii sprawiają że po ich plecach mimowolnie przechodzi dreszcz a czasami włos z jeży się na głowie .  Tak właśnie od zarania dziejów na górskich polanach w małych chatkach gdy jeszcze ludzie mieli czas, a pogoń i pospiech były nieznanymi pojęciami, kwitła i tętniła życiem tradycja . Przekazywana z ust do ust w długie zimowe wieczory, gdy ciche polany uśpione były pod grubymi warstwami śniegu. czas płynął tam inaczej jak teraz, płynął tak jak byś z kłębka wolno odwijał nić a nić ta łączyła pokolenia, łączyła krewnych i sąsiadów przy jednym stole w jednej niewielkiej izbie . Czasy te popłynęły gdzieś hen daleko, ale wspomnienie o nich pozostanie w pamięci tych ludzi dla których to co chodź dawno przeminęło nadal pozostaje i jest ważną częścią kultury góralskiej Karpat .

___________________

Mariusz "Harnaś" Kąkol