Kto dziś o tym pamięta? Czterdzieści lat temu, dwa dni po

wyborze kardynała Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, do Rajczy przybył pisarz Kazimierz Truchanowski. Ówczesny wojewoda bielski Jan Wałach zaprosił grupę literatów warszawskich, aby ich rozesłać w teren, gdzie występowały naturalne utrudnienia w dostępie do kultury wyższej. Miał się w ten sposób realizować postulat polityki kulturalnej zbliżenia wielkich i uznanych twórców z mieszkańcami mniejszych miejscowości. Takie to były czasy. Truchanowskiemu trafiła się Rajcza. Został tu serdecznie przyjęty przez naczelnika miasta i gminy Franciszka Stopkę, miał spotkanie z rajczanami w domu kultury, którym dziś jest Gminny Ośrodek Kultury i Sportu, został przedstawiony liderom społeczności Rajczy. Wrócił do Warszawy po trzech dniach i swoje entuzjastyczne wrażenia opisał miesiąc później w rozmowie z dziennikarzem tygodnika „Kierunki”, skąd i ja po latach dowiedziałem się o rajczańskim epizodzie z życia Kazimierza Truchanowskiego.

Jestem biografem i monografistą wybitnego pisarza, autora wielotomowych Młynów Bożych i innych powieści. Po książkach Przymierzanie masek (2004) i Poprawianie masek (2017) przygotowuję trzecią – Piekło Truchanowskiego. Zbieram najróżniejsze informacje o życiu i twórczości pisarza, nawet drobne i z pozoru nieistotne. O jego spotkaniu z rajczanami nie ma żadnych innych źródeł poza przywołanym wywiadem prasowym. Dlatego w maju tego roku wybrałem się do Rajczy, aby poszukać znaków pamięci o wizycie pisarza czterdzieści lat temu. Nie znalazłem śladów materialnych, a jedynie personalne – za to rokujące nadzieję na odszukanie osób, które w tamtych zdarzeniach wzięły udział i dziś jeszcze mogłyby opowiedzieć o ich przebiegu, rokujących nadzieję na znalezienie książek z dedykacjami autora, wówczas złożonymi rajczanom, czy odnalezienie kronik zakładowych, które powinny wówczas odnotować wizytę warszawskiego pisarza w beskidzkiej miejscowości. Okazało się, że w bibliotece gminnej są tylko trzy książki, nabyte już po spotkaniu naszego pisarza z rajczanami, więc bez autografów. Nie odnalazły się też kroniki z tamtych czasów, ani ówczesnej gminnej rady narodowej, ani innych wiodących wówczas instytucji. Jest szansa, że jakiś zapis z tamtych czasów odnajdzie się w kronice Gminnej Spółdzielni w Rajczy, bo ta się może jako jedyna zachowała.

Wybierając się do Rajczy, w pierwszym rzędzie porozumiałem się z sekretarzem Urzędu Gminy Łukaszem Derusem. Ten z kolei skontaktował mnie z najwłaściwszą, jak się potem okazało osobą, bo z Małgorzatą Kucharską, która w tamtych latach pisała kronikę miejscowości, dzisiaj zaginioną. Pani Kucharska była najpierwszą rajczanką, jaka spotkała czterdzieści lat temu dostojnego gościa i przywiozła go do Rajczy. Była wydelegowana do tej roli obok właściciela auta osobowego Władysława Kurowskiego i kierownika USC Henryka Kurowskiego. Jeśli nawet niektóre z tych osób już dziś nie żyją, to może w ich domach zachowała się pamięć z opowieści o tamtych czasach albo w bibliotekach domowych książki Kazimierza Truchanowskiego z dedykacjami autora, które mogą odszukać dzisiejsi domownicy.

Bardzo trudno spotkać osoby, które mogłyby żywo opowiadać o spotkaniu z pisarzem czterdzieści lat temu. To osoby sędziwe, ale przecież szukamy również książek z tamtego spotkania, których na pewno zostało w domowych bibliotekach w Rajczy bardzo dużo. Może w domach osób, które już nie żyją. Wystarczy tylko je przeszukać, jak to obiecała miesiąc temu ówczesna sekretarka naczelnika gminy, która została zaproszona na spotkanie z pisarzem, gdy on przybył do gminnej rady, i obdarzona powieścią z dedykacją. Oczywiście po latach taka książka mogła trafić na śmietnik, ale przecież nie wszystkie.

Kazimierz Truchanowski w przywołanym wywiadzie prasowym przytacza nazwiska osób, z którymi spotkał się w Rajczy. Poza wymienionymi wyżej wspomina panią doktor Rozalię Majewską, naczelnego lekarza sanatorium przeciwgruźliczego, i panią doktor Leokadię Kunat. Może rodziny tych osób w bibliotece domowej mają książki naszego pisarza z pisanymi znakami jego obecności w tamtych miejscach i czasie.

Zaskakujące jest zakończenie rozmowy prasowej z pisarzem o jego wizycie w Rajczy. Oświadcza mianowicie, że aktem uroczystym przed wyjazdem otrzymał obywatelstwo honorowe Rajczy. To doniosłe oświadczenie o doniosłym zdarzeniu. Ale nie zachowały się żadne dokumenty poświadczające to nadanie. Czy możliwe, aby ważne dla historii miejscowości zdarzenie, choćby kurtuazyjne, bo mogłoby mieć wyłącznie tylko taki charakter, pozostało bez widocznych materialnych znaków? Może spłynęły do Archiwum Państwowego w Katowicach? Jeszcze tam nie zaglądałem.

Apeluję do wszystkich czytelników kwartalnika „W naszej Gminie”, aby wszelkie ślady pamięci o spotkaniu z pisarzem Kazimierzem Truchanowskim czterdzieści lat temu zgłaszali do pani Małgorzaty Kucharskiej, znanej chyba wszystkim rajczanom, i do pana sekretarza Łukasza Derusa w Urzędzie Gminy albo pisali na podany niżej adres. A ja je zbiorę i umieszczę w trzeciej książce o twórczości literackiej Kazimierza Truchanowskiego, jaka ukaże się w 2019 roku.

Z serdecznym pozdrowieniem i życzeniami pomyślnoś

Zbigniew Chlewiński
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Płock, 2 VI 2018.

Reklama

ZOBACZ TAKŻE Z GMINY RAJCZA:

Wszystkie
Beskid997
Gmina Milówka
Z regionu
Gmina Węgierska Górka
Gmina Rajcza
Żywiec
Gmina Jeleśnia
Wywiady
Gość BESKIDLIVE